Bunt niemców - stawianie znaków / Fot. Imago/East newsOgraniczenie prędkości na autostradach, opłaty za wjazd do centrum miast – politycy znad Renu prześcigają się w coraz bardziej radykalnych propozycjach. Zwykli Niemcy mówią o zamachu na ich wolności obywatelskie i bojkotują mnożące się ograniczenia. Żaden zakaz nie wywołuje tylu emocji co propozycja wprowadzenia limitu prędkości na autostradach. Nadmierna prędkość jest nie tylko przyczyną wypadków, ale tak­że wzrostu emisji dwutlenku węgla do atmosfery.



czytaj dalej



Ale Niemcy kochają samochody i wielu kierowcom limit nie mieści się w głowie. Szybka jazda po autostradzie autem lub motocyklem jest elementem niemieckiego stylu życia, składnikiem tożsamości, nag­rodą za osiągnięty dobrobyt. Niemców przeciwnych limitowi porównuje się do Amerykanów popierających prawo do posiadania broni. – Limit prędkości się pojawi, tego jestem pewien. Przypuszczalnie jednak dopiero po 2009 r. – rozwiewa wątpliwości minister środowiska Sigmar Gabriel z SPD. Już teraz do centrów Berlina, Kolonii i Hanoweru mogą wjeżdżać tylko pojazdy z katalizatorami. Samochody, także należące do cudzoziemców, muszą posiadać specjalną plakietkę. Tylko że berlińscy kierowcy nagminnie bojkotują także i ten nowy przepis.

Źródło: Motofakty.pl





Artykuły motoryzacyjne polecane przez portal FURY.pl:




Dodaj nowy komentarz: