Mam serce do oldtimerów
14 styczeń 2008
Serialowy komisarz Zawada uwielbia stare samochody i duże prędkości. Mówi, że ma jeszcze w sobie młodzieńczy zapał i czasami lubi się pościgać na autostradzie.
Wiele razy mówił pan, że interesuje się starymi samochodami…
Raczej klasycznymi. Zawsze czułem sentyment do klasyki i do maszyn, które kiedyś dużo znaczyły na rynku samochodowym i zawsze miałem jakiegoś oldtimera. Dzisiaj też jeżdżę takim samochodem. To taki śmieszny Mercedes 124 w wersji cabrio z roku 1995. Co prawda nie jest to klasyczny oldtimer, bo jest troszeczkę za młody, ale to już klasyka. A silnik ma taki, że mogę się nim ścigać nawet z Porsche, bo pod maską ma 260 KM.
W ile sekund przyśpiesza do setki?
Nie wiem, bo nie jestem statystykiem tylko praktykiem i nie przywiązuję wagi do tego co jest w tabelach. Ale podejrzewam, że może to być 6,8 sekundy. Fot. AKPA
Sprawdził już pan ile można z niego wyciągnąć?
Oczywiście, ale nie u nas tylko na autostradzie w Niemczech. Jechałem nim 240 km/h i było to maksimum tego co mogłem zrobić, bo potem następowała blokada wtrysku paliwa i prędkość zaczęła spadać.
Nie bał się pan? W końcu to stary samochód?
Bałem się potem, jak już zwolniłem i o tym pomyślałem, ale w czasie jazdy nie (śmiech). Lubię szybką jazdę i jak są ku temu dobre warunki, to mam jeszcze w sobie młodzieńczy zapał.
Coraz mniej. Kiedyś w ciągu tygodnia mogłem przejechać nawet cztery tysiące kilometrów i nie było to dla mnie problemem. Grałem w teatrze w Hamburgu, a wykładałem w szkole teatralnej w Salzburgu w Austrii i często musiałem pokonywać tę trasę nawet dwa razy w tygodniu - 1030 kilometrów w jedną stronę! Kiedyś pokonałem ją w 5 godzin i 45 minut! To był mój rekord, ale wtedy byłem młodszy i później już tak nie jeździłem. Teraz już nie te oczy i nie ten refleks (śmiech).
Jak pan znalazł swojego Mercedesa? Szukał pan go specjalnie, czy wpadł panu w ręce przypadkiem?
W moim życiu było wiele przypadków, podobnie było z tym samochodem. Znalazłem go, powiedziałem sobie, że go wezmę i jestem z niego zadowolony. Chociaż to kabriolet, jeżdżę nim już półtora roku na okrągło, także zimą.
Ściągnął go pan z Niemiec?
Nie, znalazłem go w Polsce. Był już spisany na straty, trochę jak pies wyrzucony z domu na ulicę. Ale teraz jest doprowadzony do takiego stanu, że nie powstydziłby się go żaden kolekcjoner. W Polsce też go wyremontowałem, bo w Niemczech nie stać byłoby mnie na to, taniej kosztowałoby kupno nowego.
Zdradzi nam pan ile kosztowało to cacko?
To były jakieś śmieszne pieniądze. Więcej kosztowała mnie jego naprawa i doprowadzenie do takiego stanu jak teraz. Samochód musi być bezpieczny i wszystko musi być w nim zapięte na ostatni guzik.
Skąd u pana to zamiłowanie do starych maszyn? Nie lepiej kupić coś nowego, bezpiecznego z kilkoma poduszkami powietrznymi, ABS-em i kontrolą trakcji?
Wystarczą mi dwie poduszki (śmiech). A skąd miłość do strych maszyn, nie wiem? Może stąd, że kiedy mieszkałem w Niemczech to miałem Fiata Spidera 124 Sport z roku 1972 , też w wersji cabrio. Tym samochodem jeździłem przez 15 lat i nie chciałem się go pozbyć, choć miałem też nowe Porsche 928 i Toyotę Suprę z silnikiem 3-litrowym. Może to konsekwencja tej miłości do starego Fiata? Klasyczne samochody wymagają odpowiedniego traktowania, inaczej wsiada się do takiej limuzyny, a inaczej do samochodu, który może mieć każdy.
Sam go pan pastuje i myje?
Nie myję go, ale jeśli chodzi o technikę to mam pojęcie na ten temat, bo sam przez kilka lat pracowałem jako mechanik w warsztacie samochodowym. Kiedyś zaglądałem do silnika, bo w tych starszych samochodach można jeszcze coś samemu zrobić, z nowymi trzeba już jechać do warsztatu i podłączyć się do komputera.
Kiedy pan zrobił prawo jazdy?
Jak miałem 16 lat. Przez dziesięć jeździłem motocyklem, a na samochód przesiadłem się na przedostatnim roku studiów. Pierwszym moim autem był oczywiście Fiat 126p, którym przejechałem prawie całą Europę.
Miał pan jakieś wypadki?
Kilka stłuczek nie z mojej winy, a wypadek jeden, ale poważny. W roku 1980 jechałem w nocy Audi 100, które przywiozłem z Niemiec i na nieoświetlonej drodze między Jelenią Górą, a Wałbrzychem był zakręt o 90 stopni! Tego nie byłem w stanie przewidzieć, zauważyłem go dopiero w ostatniej chwili i trochę mnie poobracało. Zniszczyłem chyba ze dwie barierki i wylądowałem na środkowym pasie zieleni. Jak przyjechał policjant to powiedział tylko - o k….., tydzień temu naprawili te barierki! Okazało się, że po drugiej stronie drogi była przepaść, a trzy tygodnie wcześniej na tym samym zakręcie rozbiła się rodzina z Czechosłowacji i wszyscy zginęli. Od tej pory na polskich drogach na szczęście trochę się zmieniło. Nie za dużo, ale jednak.
A jak pan ocenia polskich kierowców?
To trochę jak wesołe miasteczko, zwłaszcza w Warszawie. W miastach mamy ograniczenie do 50 km/h, a spotkać kierowcę, który jedzie z taką prędkością nie sposób. Jak już tak ktoś jedzie, to wszyscy na niego trąbią, a powinien dostać medal! Ale inaczej nie można, nawet policja twierdzi, że gdyby wszyscy jechali pięćdziesiąt na godzinę to całe miasto stanęłoby w korku. Trzeba więc budować obwodnice i nowe linie metra.
Źródło: Motofakty.pl