Smutny koniec motoryzacyjnego show
7 lipiec 2008
Najszybsze samochody świata pojawiły się w sobotę w Łodzi. Za kierownicą m.in. Bentleya Continentala GTC (640 KM!), Lamborghini, Ferrari, Porsche, czyli aut, które do „setki” rozpędzają się w niespełna 4 sekundy i potrafią mknąć grubo ponad 300 km/h, zasiedli kierowcy rajdowi z Leszkiem Kuzajem na czele. Pokazy odbywały się w Łodzi na al. Piłsudskiego między ulicami Kilińskiego i Piotrkowską. Fani motoryzacji, którzy przyszli zobaczyć show, byli zachwyceni. Do niektórych widzów uśmiechnęło się szczęście i mogli zasiąść w fotelu pasażera i przejechać się z rajdowcem. Jednak wciskające w fotel i zapierające dech w piersi przyspieszenia powodowały u śmiałków nietęgie miny.
Niecodzienną jazdę, bo non stop w poślizgu, zaprezentował najlepszy polski drifter Maciej Polody. Nietuzinkowymi umiejętnościami panowania nad motocyklem popisywał się Hubert Dylon ps. Raptowny. Impreza miała skończyć się około godz. 22. Jednak po niespełna 4 godzinach została przerwana. Podczas show zasłabł 26-letni ochroniarz. Na ratunek pośpieszyli mu koledzy i kierowcy. Po kilku minutach przyjechała karetka. Mężczyzna zmarł nie odzyskując przytomności.
- Wcześniej kolega dzień i noc pracował w ochronie na dworcu Kaliskim. Miał problemy z nadciśnieniem, a w niedzielę było bardzo gorąco. Prawdopodobnie serce nie wytrzymało - mówią ochroniarze.
