Nauka jazdy na samochodzie Toyota Yaris / fot. Wojtek GadomskiOd poniedziałku w całej Warszawie osoby, które chcą zdać egzamin na prawo jazdy, muszą wykonywać manewry na Toyotach Yaris. Wojewódzki Ośrodek Ruchu Drogowego wybrał w drodze przetargu właśnie tę markę dla wszystkich trzech ośrodków egzaminowania przy­szłych kierowców w stolicy. Problem w tym, że nie posiada ich większość szkół nauki jazdy, w których dominują Ople Corsy i Fiaty Punto. Kursanci, którzy uczą się na nich jeździć, obawiają się, że zdawanie egzaminu na innym modelu samochodu zakończy się dla nich porażką.

– Mam wyjeżdżonych prawie 30 godzin na Corsie i teraz mam zdawać egzamin na Toyocie Yaris? To niesprawiedliwe – żali się Ewelina Kowalska. – Mówiłam to mojemu instruktorowi, ale on nie jest w stanie mi pomóc, bo ma do dyspozycji tylko Ople Corsy. Będę musiała wykupić dodatkowe jazdy w szkole, gdzie mają już Toyoty – dodaje.

Tymczasem takich szkół jest w mieście zaledwie kilka. Są to m.in. Imola, Qursant i Silver. Dlatego wiele osób rezygnuje ze zdawania w Warszawie i woli podejść do egzaminu w Wojewódzkich Ośrodkach Ruchu Drogowego w Ciechanowie i Ostrołęce.

Szkoły, które proponują egzaminy poza Warszawą, przeżywają w tej chwili oblężenie. – Odkąd w stolicy na prawo jazdy zdaje się na Toyotach, liczba naszych klientów się podwoiła – mówi Andrzej Domagalski, właściciel firmy Szkoła-moto. – W Ciechanowie i Ostrołęce zdaje się na Fiatach Punto. Tych modeli w stołecznych szkołach jazdy jest o wiele więcej niż Toyot Yaris. Poza tym łatwej się nimi wykonuje manewry w ruchu ulicznym – dodaje.

Wiele szkół jazdy, które zakupiły już Toyoty, próbuje na całym zamieszaniu zarobić, każąc sobie więcej płacić za jazdy nowymi samochodami. Jedną z takich szkół jest Qursant. Godzina jazdy Corsą lub Punto kosztuje 45 zł, toyotą yaris 5 zł więcej.

– Przez decyzję WORD-u musieliśmy zainwestować duże pieniądze w kupno nowych samochodów, mimo że nasze Corsy i Punto są w niezłym stanie – mówi instruktor z Qur-santa. – Musimy sobie odbić to na cenach. Zresztą nie ma co przesadzać, 5 zł to przecież nie majątek – dodaje.

czytaj dalej




Dyrekcja WORD-u w zmianie samochodów nie widzi nic złego. Uważa, że całe zamieszanie wynika stąd, że właściciele szkół jazdy nie byli przygotowani na zamianę samochodów. – To nie nasza wina, że przetarg wygrała Toyota – mówi Andrzej Szklarski, dyrektor stołecznego ośrodka ruchu drogowego. – Po prostu przedstawili najkorzystniejszą ofertę. Nie mogliśmy jej odrzucić tylko dlatego, że w większości szkół są auta innych marek – dodaje. Podkreśla też, że zamiana aut nie wpłynęła niekorzystnie na wyniki egzaminów.

– Jest wręcz odwrotnie. Widzimy, co prawda minimalną, ale poprawę. Więcej osób zdaje egzamin, jeżdżąc toyotami, niż to miało miejsc w przypadku opli. Sami kursanci przyznają, że łatwiej im wykonywać manewry japońskim autem niż Corsą. Słyszałem, że instruktorzy straszą kursantów, żeby wykupywali jazdy na Yarisach, by w ten sposób zarobić. Jednak to nie ma sensu. Przecież kierowca powinien umieć jeździć każdym autem – mówi Szklarski.

Według kierownictwa WORD nie spadła również liczba osób, które chcą zdawać w Warszawie. Zarówno w ośrodku mieszczącym się przy ul. Powstańców Śląskich, jak i przy ul. Odlewniczej na egzamin praktyczny czeka się ok. 40 dni. Tylko w nowo otwartym ośrodku przy Hynka jazdę po mieście można zdawać już po dziesięciu dniach oczekiwania. Jednak, jak podkreślają pracownicy WORD, nie ma to nic wspólnego ze zmianą samochodów, ale z tym, że instruktorzy nie poznali jeszcze tras, na których egzaminatorzy z tego ośrodka sprawdzają umiejętności kursantów. Dlatego częściej proponują swoim uczniom zdawanie przy Odlewniczej i Powstańców Śląskich.

Jakub Bielak, ekspert w dziedzinie technik jazdy, współzałożyciel Akademii Fot. TVN Bezpiecznej Jazdy.

Kursanci powinni uczyć się na samochodach innej marki, a zdawać na innych. Więcej, powinni mieć możliwość jazdy nie tylko małymi samochodami, takimi jak Yaris, Corsa czy Punto, ale również większymi. Co z tego, że młody kierowca nauczy się wykonywać manewry niewielkim miejskim poja­­z­dem, jak zaraz po otrzymaniu prawa jazdy kupuje sobie ogromny amerykań­ski krążownik. Większe pojazdy inaczej się prowa­dzi, a wykonując w mieście różnego rodzaju manewry, trzeba bardziej uważać, niż prowa­dząc miejskie samochodziki. Dlatego moim zdaniem kurs na prawo jazdy powinien obejmować prowadzenie rożnych modeli aut, od małych po kombi.

Źródło: Motofakty.pl





Artykuły motoryzacyjne polecane przez portal FURY.pl:




Dodaj nowy komentarz: